Tak się składa, że przeszłość, niezależnie od naszego stosunku do niej, nas ukształtowała, a to, co z tego ukształtowania weźmiemy dla siebie, jest już naszą własną sprawą. Nie mieliśmy wpływu na to, jak i co próbowali w nas – świadomie lub nieświadomie – „wdrożyć” nasi rodzice, jednak dzisiaj, gdy jesteśmy dorośli, to my odpowiadamy za naszą teraźniejszość i naszą przyszłość. Możemy więc – ulegając naszej podświadomości – kształtować naszą rzeczywistość w oparciu o „odziedziczone” po rodzicach potrzeby i ambicje – albo możemy spróbować budować swoją przyszłość opierając się na własnych potrzebach i pragnieniach –  z wszystkimi tego konsekwencjami, to znaczy z wewnętrzną zgodą na ewentualne niepowodzenia i porażki. 

Zapominanie bądź odcięcie się od własnej przeszłości wydaje się być więc pozbawione sensu, pozbawia bowiem refleksji na temat własnego funkcjonowania i w jakimś sensie hamuje rozwój. Przeszłe doświadczenia wywołują przecież rozmaite rozterki i myślenie na temat np. postępowania w określonych sytuacjach, co daje szansę na ewentualną korektę funkcjonowania w przyszłości.

Oczywiście, nie można nie pamiętać, że niekiedy przeszłość jest na tyle bolesna i trudna do zaakceptowania, że jedynym słusznym rozwiązaniem wydaje się jej „zapomnienie”. Tego rodzaju zabieg nie pozbawia jednak negatywnego wpływu przeszłości na aktualną codzienność, toteż lepszym chyba rozwiązaniem jest przeanalizowanie podczas psychoterapii różnych epizodów z minionych lat i zrozumienie (a w zasadzie przeżycie), w jaki sposób mogły one odcisnąć się na naszym charakterze i sposobie przeżywania rzeczywistości.